wtorek, 14 grudnia 2010

Kryminał

Niedawno miałam napisać do sql kryminał (kolejny temat z poza muzyki xD).. , Przeczytajcie sami i oceńcie.





„Strzeż się starszej pani.”



            Za oknem szalała burza i choć Ella była między kątami własnego pałacyku, nie czuła się bezpieczna. Miała wrażenie, że osiemnastowieczne ściany ją przytłaczają jakby kryły tajemnicę, której nikt nie odkrył. Ten tajemniczy pałacyk otrzymała w spadku od tajemniczej pani G. Ella wiedziała, że przez ten właśnie spadek naraziła się na wściekłość osób znajdujących się w pokoju, niby to jej gratulowali, lecz ona dobrze wiedziała, że każdy chciał się znaleźć na jej miejscu.
Gdyby nie towarzystwo siostry  Kingi oraz lokaja Marco, których znała „całe wieki” prawdo podobnie uciekłaby ze strachu.
 -Dzień dobry, panienko Wily- przed dziewczyną stanął wysoki brunet o oczach tak zielonych, że można było je porównać z pierwszymi wiosennymi listkami, które wyszły z ukrycia po długiej zimie.
Ubrany był w czarną koszulę, która choć luźna wyraźnie opinała jego mięśnie. Do tego jeansy, tego samego koloru, przetarte na kolanach. Na nogach trampki, których czas świetności minął razem z szałem na „Modę na sukces”. To wszystko dopełniała przystojna twarz , łobuzerski uśmieszek jakby dopiero co coś przeskrobał i potargane artystycznie włosy. Tak mógłby wyglądać gwiazdor filmowy, lecz dla Elli był to po prostu jej kolega ze studiów. Zadowolona ze swojego podsumowania odpowiedziała:
-Ymhhh... witaj August- odrzekła po dłuższym namyśle.
Nagle światło zgasło . Wśród ludzi nastało poruszenie. Ktoś krzyknął:
-Proszę zachować spokój!!!! - Piorun, grzmot, krzyk...Wszystko potoczyło się tak szybko. W tle dało się słyszeć odgłos przesuwania  obrazu. Ktoś pomyślał:
- Łatwo, zbyt łatwo...- znów piorun, grzmot. Wspomnienia wracają zawsze tak nagle. Choć mordercę złapali. Al jak mogłeś to zrobić. Znów połknęła łzy. Ella nadal pamiętała te bezwładne ciała rodziców i Jona.  Była wtedy z nim zaręczona, nazajutrz miał się odbyć ślub. Nowa porcja łez napłynęła do oczu. Do dziś prześladowały ją koszmary, choć minęło sześć lat. Mimo, iż do końca wierzyła, że to nie on, musiała przejrzeć na oczy. Wszystkie dowody na to wskazywały.  W takim razie kim była osoba, którą widziała wtedy w lesie z pętlą. Niestety nie dostrzegła jej, bądź jego twarzy. Kto to był ? Al stał wtedy obok niej. Zabłysło światło. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Marco !!!
Ella wraz z siostrą podbiegła do przyjaciela. Niestety dla niego nie było już ratunku . Ich lokaj leżał na podłodze martwy. Ciszę przerwały kroki na piętrze. I znów piorun, grzmot, ciemność. Tym razem brak dostawy w prądzie był krótszy. Kiedy znów lampy zaświeciły się zamiast ciała na środku pokoju leżało małe zawiniątko.
-Otwórz to! – powiedziała przerażona Kinga .
-Sama to zrób. Hej.. gdzie się wszyscy podziali? Halo jest tu kto?!- rzekła przerażona Ella.
-Oprócz naszej trójki nie widzę tu nikogo- zza kanapy wyszedł potargany, lecz tym razem nie artystycznie August.
–hej ,a to co?- Otworzył zawiniątko po czym wybuchnął śmiechem.
-Co tam jest?- Zapytały zgodnie siostry.
-„Będziesz następny” przecież to śmiesz..... -nie dokończył. Znów piorun, grzmot, brak prądu. Tym razem wspomnienia wróciły do Kingi. Grubość sznura, ciężkość bezwładnych ciał. Wściekłość, zadowolenie z czynu, lecz w głębi czające się pytanie „Czy powinnam?” , ale przecież ją okłamywali. Zawsze wiedziała, że nie pasuje do tej rodziny , była inna . Tylko czemu jej tego nie powiedzieli  wprost. Później ten strach, że Ella się domyśli. Oddech ulgi, gdy skazali Ala. I nagle powrót do rzeczywistości. Odgłos odsuwanego obrazu. Uderzenie pioruna. Powrót światła. Kolejne zwłoki. Pierwsza zareagowała Ella :
-To ty...- nie dane było jej dokończyć zdania.
Kinga rzuciła się na nią i wykrzyczała jej w twarz:
-Zabiłam twoich bliskich. Tak za nimi tęsknisz? Może do nich dołączysz?!!- Nóż zatopił się w ciele nie napotykając na  większy opór. Kinga wycelowała w splot słoneczny. Jeden cios i  siostra leżała bezwładna na podłodze. „Lepiej sprawdzę bezpieczniki, coś za często wysiadają”  pomyślała Kinga. Gdy weszła na strych zobaczyła starszą panią w otoczeniu gnijących ciał. Celowała w nią. Dziewczyna nie zdążyła krzyknąć. Piorun, grzmot, umarła.
             Następnego dnia starsza pani z literą G wyhaftowaną na żółtym sweterku zapisała w notatniku „Lubię ludzi, ale tylko gdy milczą, a milczą tylko umarli. Post scriptum, muszę naprawić ramę  obrazu,  zasłaniającą  otwór strzelniczy w ścianie, bo zawiasy za bardzo skrzypią przy jego przesuwaniu. Moim cichym przyjaciołom się nudzi, więc muszę przygotować nowe przyjęcie, z którego nikt nie wyjdzie. ” Uderzenie pioruna, grzmot, zgaszenie światła, w tle przerażający śmiech przedzierający się przez ciszę nocy.

 
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz