Szła dziewczynka lasem,
Szła daleka ,aż do miasta,
Ludziom w okna zaglądała,
Cchociaż żadko się też śmiała.
Szła spokojna,nieszczęśliwa
Bo w chłopaku się kochała.
Poszła dalej...Lata miną,
Chłopak w sercu jej zaginął.
Idzie spieszy się do chatki.
Wtem zza rogu kogoś cień.
Biegnie dziewczę...
Dyszy sapie.
To z miłości, czy zmęczenia?
Nie rozróżnia, biegnie dalej.
Lecz nie było już chłopaka,
Zniknął jak tamtego lata.
Idzie dziewczę przygarbione,
Idzie swym głupstwem zmartwione.
Gdy już doszła swej chatki nie spotkała tam swej matki!!!
Lecz chłopaka kochanego.
Ona żekła:
-Kocham ciebie,
A on na to:
- Nie opuszczę nigdy ciebie.